***
ROZDZIAŁ I
'a tak wogóle kocham cię nad życie'
Przed nocą jest dzień. Po nocy budzi sie słońce. Zimą śnieg sie iskrzy. Kolejnośc rzeczy zawsze jets taka sama. Pod wielką metalową klatką rozkwitł przebiśnieg. Słońce lekko przygrzewa, a poranna rosa skapuje powoli wzdłuż liścia paproci, by chwilę potem rozpłynąc sie w blasku wiaderka stojącego na przeciw huśtawki. Tego dnia wszystko było inne. Wiał silny wiatr, padał deszcz a wiaderko potoczyło sie po betonowej alejcei i spadło do wielkiej kałuży. Z wielkim hałąsem otworzyły się drzwi frontowe. Po schodach schodziła Candy. W ręku trzymała jasno-fioletowy parasol. Otworzyła go, lecz wiatr wygiął go w drugą stronę. Dziewczyna starła z twarzy krople deszczu i zwatpiwszy ruszyła w kierunku furtki. Deszcz skapywał jej po policzkach. Zanim doszła do bramki miala juz calkiem przemoczone spodnie. Nie przejmując sie wcale mokrym ubraniem zrobiła kolejny krok. Na dworcu była około południa. Wsiadła w pociąg i otrzepując włosy z kropelek deszczu usioadla w jednym z przedziałów. Wyjęła ksiązke i zaczęła czytac. Gdy pociąg zatrzymał sie Candy zabrałą jeszcze mokry parasol i wysiadła. Deszcz padał już nie tak mocno, ale na ziemi były jeszcze wielkie kałuże. Dziewczyna rozglądała sie chwile, po czym zobaczywszy jakąś posatc na ławce, zaczeła biec. Chłopak podniósł sie i załpał ją w pasie. Dziewczyna wtuliła sie w niego i nawet nie zauważyła jak z prawej strony nadjeżdża rozpędzone auto. Chłopak w ostatniej chwili odepchnął Candy, a sam wpadł na maske samochodu, któy zaraz potem uderzył w drzewo. Matt stoczył sie do pnia i zastygł. Candy zaczęła krzyczec, podbiegła do niego i uklękła.
Candy - tak ja. Ne pamietam co było potem. Światła radiowozu migały mi przed oczami. Ocknęłam sie w szpitalu. Mathews leżał na łóżku, od klatki piersiowej az po twarz miał pozaczepiane rurki. Był w śpiączce. Jeszcze sie nie pozbierałam. Tak go kochałam, mieliśmy sie pobrac, a tu - nieszczęście.
Chwyciła jego rękę, ale wkrótce zrobiło jej się słąbo. Oczy zaszkliły sie łzami. Cofnęła sie do ściany i osunęła na podłoge. Do sali weszłą lekarka, miala dziwną minę. Chciałą rozmawiac z Candy na osobnosci.
***
Chcialabym, otrzymac wasze opine. Komentarze bluźnierskie i hamskie beda usuwane! Licze na wasze opinie. Wasze zdanie.
Super ;]
OdpowiedzUsuńBędę tu wpadać ;)
A ten początek jaki fajny !
no i nie zapomnij o moim blogu dziś ok. będzie nowy rozdział !
Prawde mowiac powiem Ci ze masz talent kochana, oby tak dalej swietnie ci idzie bede starala sie wpadac :)
OdpowiedzUsuńZaczyna się fajnie;)
OdpowiedzUsuńzapraszam też na mój blog, tez zaczełam trochę pisać.;)
Nie mówie że głupie, ale juz w 1 rozdziale takie rzeczy sie dzieją?? I brak dokładnych opisów no i akapitów :/
OdpowiedzUsuńEkstra pisz tak dalej bede tu wpadaC :)
OdpowiedzUsuń