ROZDZIAL VII
'wysoko zapomniani'
Candy glaskala reka brzuch. Zdazyla sie juz przyzwyczaic, do tego ze jest w ciazy. Niestety, nie pamietala nic, rodziców przyjaciol, Matt'a. Chciala sobie przypomniec, ale nie umiala. Wiedziala bowiem ze on pragnie tego, ale sama nie mogla sobie z tym poradzic. Lezala wlasnie na sofie kiedy uslyszala ze ktos otwiera drzwi sali. Obrócila glowe w tamta strone.
-Hej - wyszpetal zdziwiony
-Czesc - odpowiedziala i usmiechnela sie mimowolnie
-Wracamy dzisiaj do domu, wiesz?
-Wiem, nie wiem tylko czy bede umiala sie tam odnalezc.
-Pomoge cie - lekko dotknal jej policzka, nie odsunela sie
-Dzieki - wyszeptala i spojrzala mu prosto w oczy.
-Candy? - Matt przysunal sie blizej niej
-Tak
-Moze, moze móglbym sprobowac, wiesz to juz prawie miesiac i nic. Nic nie pamietasz.
-Ej, mozesz troche jasniej - Candy zmarszczyla brwi
-Moge cie pocalowac?
-Matt, myslalam o czyms innym - odwróciła twarz w druga strone
-Ok, rozumiem- cicho odezwal sie Matt i odwrócil w druga strone
-Ale, moze mógłbys...sprobowac - Candy usmiechnela sie do niego
-Jestes pewna?
-Tak
Matt pochylil sie nad nia. Najpierw delikatnie poglaskal jej twarz, potem zblizyl sie i dotknal jej ust. Pocalowal ja najdelikatniej jak potrafil. Nie spodziewal sie a, ona oddala pocalunek. Trzymal ja przytulona do siebie, a gdy ona cofnela twarz, przytulila go z calych sil. Matt mial nadzieje ze wszystko sobie przypmniala, niestety, Candy przytulona do niego wyszeptala:
-Nic nie pamietam Matt.
-Nic nie szkodzi kochanie, poradzimy sobie - przycisnal ja mocnej do siebie
-Tylko gdy mnnie pocalowales - ciagnela - mialam wrazenie ze to znam, ze znam twoj pocalunek - odsunela sie od niego i zaczela inny temat - to kiedy jedzeiemy
-Juz - usmiechnal sie do niej i zaprowadzil do auta.
Cala droge candy wpatrywala sie w ulice, jakby chciala sobie przypomniec co kolwiek. Nic, pustka, ciagle w jej glowie.
-Daleko? -zapytala
-Nie juz jestesmy
Kiedy Matt otwieral drzwi mieszkania Candy zdawala sie nic nie pamietac, tak tez bylo. Rozpakowala sie szybko i wziela goracy prysznic. Usiadla obok Matt'a ktory gladzil Fox'a po glówce
-Fox, to nasz pies - Matt spojrzal na nia i dodal - slicznie wygladasz
-Dzieki, hej Fox - poglaskala pieska
Fox zrobil mine jakby chcial powiedziec 'co jej jest?'
-Sypialnia jest tam -wskazal glowa na drewniane drzwi - ja moge spac na kanapie
-Uspokój sie, nie musisz rezygnowac z wygodnego lózka - usmiechcnela sie do niego a on wyjal z szuflady koperte
-To nasze zdjecia,chcesz obejrzec?
-Jasne
Matt wyciagnal pierwsze, przedstawialo ich. Stali na moscie, nad jakims jeziorem. On obejmowal ja w pasie a ona usmiechala sie. Na kolenych byli razem z Fox'em. Candy chwycila jedno ze zdjec, przygladala mu sie i odwrócila do Matt'a. Byl na nim ona siedzaca na lawce w parku, usmiechala sie, obok lezal bukiet stokrotek. Reke miala wyciagneta w strone fotografa, na palcu blyszczal brylancik. Pokazala zdjecie Matt'owi
-Oswiatczylem ci sie - usmiechnal sie, Candy spojrzala na swoja dlon, pierscionka na niej nie bylo - zdjeli go w szpitalu - i siegnda reka do tej samej szuflady, wyjal z niej male pudeleczko. Wyciagnal z niego piercsionek i pojrzal na Candy
-Moge?
-Tak - Candy wyciagnela do niego reke a on nasunal na jej palec piersionek
-Dziekuje
-Wiesz, wiem ze cos do ciebie czuje Matt, tego sie nie zapomina
-Kocham cie Candy -wyszeptal a ona polozyla glowe na jego kolanach
***
O i jest!
Zapraszam na kolejne. nie wiemn kiedy bd. ostatnia klasa. trzeba sie uczyc ;p . egzaminy. kocham wam ;**
Anabelle
czwartek, 26 sierpnia 2010
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Rozdzal VI
Drogi mój anonimowy!
Nikt tak na prawde nie zmusza Cie abys tu wchodzil i czytal. To moja sprawa. To ze pisze dla siebie nie oznacza ze nie mam prawa tego publikowac! Znajde cie... obiecuje. Po adresie IP mam znajomego informatyka, wiec licz sie z administracja.
Pozdrawiam
Anabelle
ROZDZIAL VI
'przebudzenie'
Delikatnie glaskal jej dlon, ale ona nawet nie drgęla. Kucnal obok i przesuwajac reka po jej brzuchu modlil sie o cud. Pogotowie przyjechalo szybko, ale Matt caly czas krzyczal ze za wolno. Candy znalazla sie w karetce. Nie wpuscili go. Siedzial zgiety w radiowozie i sluchal jak policjanci rozmawiali.
-Male szanse John prawda? - pytal jeden z nich
-Jest nadzieja, zawsze jest.
-Byla w czwartym miesiacu ciazy.
-Wiem stary.
Matt mial ochote jechac, teraz do szpitala. Chcial zobaczyc Candy. Raz. Byc moze osatni. Przez szybe zauwazyl Meg. Szla kustykajac na jedna noge. Nie patrzyla w jego strone. Nie wahal sie. Wybiegl z auta i podbiegl do niej.
-Jak moglas Meg, jak moglas - wykrztusil resztkami sil
-Wybacz Matt, ale ona nigdy nie bedzie z toba - powiedziala patrzac w dal - nie zaluje - odwrócila sie w jego strone
Chcial sie wyrawac ale nie, nie uderzy kobiety, nawet tej która w chciala zabic jego ukochana i ich dziecko. Szpital byl tuz za rogiem. Wysiadajac z auta Matt poczul skurcz w klatce. Przystanal na chwilke i ruszyl w kierunku wejscia. Korytarz byl zimny. Niebiesko - biale sciany dodawaly mu ponurego charakteru.
-Panie Scoot - zobaczyl w drzwiach lekarke - mozemy porozmawiac?
-Tak, jasne
Doktor podeszla do niego, w oczach miala rozpacz
-Panska narzeczona Candy Wanker - przerwala, Matt'a scisnelo w dolku - jest podtrzymywana przy zyciu
Matt przelknal sline, nie wierzyl w to, nie chail w to wierzyc.
-A dziecko? - zapytal z przerazeniem
-Wszystko w porzadku, ma sie calkiem dobrze, ale z Candy ... raczej nic nie zdzialamy - wydusila to w koncu z siebie
-Nic? - zapytal Matt z krztą nadziei
-Jest szansa ze sie obudzi, jest to - i zowu ten wyraz twarzy, ciezko bylo jej o tym mówic - 10 %, to niewiele ale zdarzaly sie przpadki gdzie ...
-Moge ją zobaczyc? - przrwal jej
-Tak, prosze, intensywna terapia sala 101
Szedl niepewnie, zatrzymal sie przed drzwiami i syknal cos pod nosem, potem otworzyl drzwi. Sala miala jasny lagodny kolor, otwarte okno, na którym staly kwiaty, lampa w kolorze fiolety i lóżko, te na którym leżala Candy. Miala powykrecane rece, a obok niej stal aparat, podtrzymujacy zycie.
-Candy - szepnąl - przepraszam cie kochanie, nie chcialem zeby tak wyszlo, to moja wina. Pamietaj ze zawsze bede cie kochal, bez wzgledu na wszystko. Usiadl na krzesle i chwycil jej dlon.
***
Minęlo pare tygodni zanim Matt oswoil sie z tym ze Candy sie nie obudzi. Maszyna nadal pracowala. Twarz Candy byla delikatna, jakby spala i miala sie zaraz obudzic. Na koldrze rysowal sie zaryz brzucha. Matt siedzial obok niej i czytal na glos 'Alchemika'. Co chwile spogladal na nia majac nadzieje ze otworzy oczy. Pare dni temu, kiedy opowiadal jej o pokoiku dla dziecka, zauwazyl ze brzuch sie rusza. Delikatnie polzyl na nim reke i czul jak dziecko porusza sie. Wtedy po raz pierwszy rozplakal sie.
-Kocha sie za nic, nie istnieje zaden powod do milosc - zacytowal jedno ze zdan z ksiazki i poglaskal Candy po twarzy - kocham cie Candy - wyszeptal i przesunal dlonia wzdluz jej policzka. Zerknal na jej zamkniete oczy, a potem uslyszal dziwne migotanie na aparaturze. Myslal ze to koniec, ze Candy odchodzi, ale ona otworzyla oczy.
-Boze kochany Candy! - wykrzyknal - zaraz pójde po lekarza kochanie - powiedzial calujac ja w usta.
Candy patrzyla sie na niego oslupiala.
-Gdzie jestem? - zapytala zdziwona
-W szpitalu kochanie, teraz wszystko sie ulozy - wyszeptal i jeszcze raz ja pocalowal
-Prosze cie nie caluj mnie wiecej - odwrócila twarz w druga strone
-Dobrz- powiedzial i wyszedl.
Candy dlugo wpatrywala sie w sciane. Spostrzegla swoj brzuch, az podskoczyla. Nie orientowala sie o co chodzi. Ten chlopak, calowal ja, a ona go nie znala. Czula sie dziwnie gdy dotkna jej ust. Cos jej sie nie zgadzalo. Rozmyslala tak chwile gdy wszedl lekarz.
-Witamy panno Wanker - powiedzial z usmiechem - niewiarygodne ze sie pani obudzila, ma pani duze szczescie, pani chlopak Matt caly czas przy pani siedzial - usmiechnal sie a Candy szepnela:
-Ależ ja go nie znam panie doktorze - powiedziala wskazujac oczami na Matt'a.
***
I co podoba sie wam? to dobiero szósty rozdzial ;]
Oj te literówki typu : l zamiast ł i takie tam to nie moja wina! klawiatura mi wariuje!
Moi kochani!
Pisalam na poczatku ze pisze dla siebie! Ciesze sie ze to czytacie. Akurat na komentarzach najmniej mi zalezy! Nie bede dodawala wtedy kiedy WY macie na to ochote. Mam swoje zycie - prywatne i nie spedzam calych dni na komputerze. Dziekuje ze czytacie ale nie wymagajcie TAK WIELE
Nikt tak na prawde nie zmusza Cie abys tu wchodzil i czytal. To moja sprawa. To ze pisze dla siebie nie oznacza ze nie mam prawa tego publikowac! Znajde cie... obiecuje. Po adresie IP mam znajomego informatyka, wiec licz sie z administracja.
Pozdrawiam
Anabelle
ROZDZIAL VI
'przebudzenie'
Delikatnie glaskal jej dlon, ale ona nawet nie drgęla. Kucnal obok i przesuwajac reka po jej brzuchu modlil sie o cud. Pogotowie przyjechalo szybko, ale Matt caly czas krzyczal ze za wolno. Candy znalazla sie w karetce. Nie wpuscili go. Siedzial zgiety w radiowozie i sluchal jak policjanci rozmawiali.
-Male szanse John prawda? - pytal jeden z nich
-Jest nadzieja, zawsze jest.
-Byla w czwartym miesiacu ciazy.
-Wiem stary.
Matt mial ochote jechac, teraz do szpitala. Chcial zobaczyc Candy. Raz. Byc moze osatni. Przez szybe zauwazyl Meg. Szla kustykajac na jedna noge. Nie patrzyla w jego strone. Nie wahal sie. Wybiegl z auta i podbiegl do niej.
-Jak moglas Meg, jak moglas - wykrztusil resztkami sil
-Wybacz Matt, ale ona nigdy nie bedzie z toba - powiedziala patrzac w dal - nie zaluje - odwrócila sie w jego strone
Chcial sie wyrawac ale nie, nie uderzy kobiety, nawet tej która w chciala zabic jego ukochana i ich dziecko. Szpital byl tuz za rogiem. Wysiadajac z auta Matt poczul skurcz w klatce. Przystanal na chwilke i ruszyl w kierunku wejscia. Korytarz byl zimny. Niebiesko - biale sciany dodawaly mu ponurego charakteru.
-Panie Scoot - zobaczyl w drzwiach lekarke - mozemy porozmawiac?
-Tak, jasne
Doktor podeszla do niego, w oczach miala rozpacz
-Panska narzeczona Candy Wanker - przerwala, Matt'a scisnelo w dolku - jest podtrzymywana przy zyciu
Matt przelknal sline, nie wierzyl w to, nie chail w to wierzyc.
-A dziecko? - zapytal z przerazeniem
-Wszystko w porzadku, ma sie calkiem dobrze, ale z Candy ... raczej nic nie zdzialamy - wydusila to w koncu z siebie
-Nic? - zapytal Matt z krztą nadziei
-Jest szansa ze sie obudzi, jest to - i zowu ten wyraz twarzy, ciezko bylo jej o tym mówic - 10 %, to niewiele ale zdarzaly sie przpadki gdzie ...
-Moge ją zobaczyc? - przrwal jej
-Tak, prosze, intensywna terapia sala 101
Szedl niepewnie, zatrzymal sie przed drzwiami i syknal cos pod nosem, potem otworzyl drzwi. Sala miala jasny lagodny kolor, otwarte okno, na którym staly kwiaty, lampa w kolorze fiolety i lóżko, te na którym leżala Candy. Miala powykrecane rece, a obok niej stal aparat, podtrzymujacy zycie.
-Candy - szepnąl - przepraszam cie kochanie, nie chcialem zeby tak wyszlo, to moja wina. Pamietaj ze zawsze bede cie kochal, bez wzgledu na wszystko. Usiadl na krzesle i chwycil jej dlon.
***
Minęlo pare tygodni zanim Matt oswoil sie z tym ze Candy sie nie obudzi. Maszyna nadal pracowala. Twarz Candy byla delikatna, jakby spala i miala sie zaraz obudzic. Na koldrze rysowal sie zaryz brzucha. Matt siedzial obok niej i czytal na glos 'Alchemika'. Co chwile spogladal na nia majac nadzieje ze otworzy oczy. Pare dni temu, kiedy opowiadal jej o pokoiku dla dziecka, zauwazyl ze brzuch sie rusza. Delikatnie polzyl na nim reke i czul jak dziecko porusza sie. Wtedy po raz pierwszy rozplakal sie.
-Kocha sie za nic, nie istnieje zaden powod do milosc - zacytowal jedno ze zdan z ksiazki i poglaskal Candy po twarzy - kocham cie Candy - wyszeptal i przesunal dlonia wzdluz jej policzka. Zerknal na jej zamkniete oczy, a potem uslyszal dziwne migotanie na aparaturze. Myslal ze to koniec, ze Candy odchodzi, ale ona otworzyla oczy.
-Boze kochany Candy! - wykrzyknal - zaraz pójde po lekarza kochanie - powiedzial calujac ja w usta.
Candy patrzyla sie na niego oslupiala.
-Gdzie jestem? - zapytala zdziwona
-W szpitalu kochanie, teraz wszystko sie ulozy - wyszeptal i jeszcze raz ja pocalowal
-Prosze cie nie caluj mnie wiecej - odwrócila twarz w druga strone
-Dobrz- powiedzial i wyszedl.
Candy dlugo wpatrywala sie w sciane. Spostrzegla swoj brzuch, az podskoczyla. Nie orientowala sie o co chodzi. Ten chlopak, calowal ja, a ona go nie znala. Czula sie dziwnie gdy dotkna jej ust. Cos jej sie nie zgadzalo. Rozmyslala tak chwile gdy wszedl lekarz.
-Witamy panno Wanker - powiedzial z usmiechem - niewiarygodne ze sie pani obudzila, ma pani duze szczescie, pani chlopak Matt caly czas przy pani siedzial - usmiechnal sie a Candy szepnela:
-Ależ ja go nie znam panie doktorze - powiedziala wskazujac oczami na Matt'a.
***
I co podoba sie wam? to dobiero szósty rozdzial ;]
Oj te literówki typu : l zamiast ł i takie tam to nie moja wina! klawiatura mi wariuje!
Moi kochani!
Pisalam na poczatku ze pisze dla siebie! Ciesze sie ze to czytacie. Akurat na komentarzach najmniej mi zalezy! Nie bede dodawala wtedy kiedy WY macie na to ochote. Mam swoje zycie - prywatne i nie spedzam calych dni na komputerze. Dziekuje ze czytacie ale nie wymagajcie TAK WIELE
wtorek, 3 sierpnia 2010
Rozdzal V
ROZDZIAL V
'wypadek'
Obudzila sie cala sztywna. Podnosila glowe z poduszki ale wszystko tak strasznie ją bolalo. Megan weszła do pomieszczenia. Popatrzyła na Candy i powiedziala:
-I jak ci tutaj?
Candy milczała. Meg szarpnęła ją i jeszcze raz wykrzyknęła:
-Pytam cię czy ci tu dobrze!
-Nie nie dobrze - Candy odwróciła twarz.
Megy odepchnęła ją na łóżko i wyszła. Candy bardzo marwila sie o swoje dziecko. Powtarzala mu:
-Niedługo tata nas odnajdzie, będziemy w domu.
Matt obudził sie na dywanie w salonie. Wstal i chwycił swój telefon. Chciał spróbowac zadzwonic do Candy ale kazda kolejna próba nie przynosiła rezultatów.Przyszla pora spotkania z Megy. Matt był strasznie zdenrwowany. Idąc na spotkanie caly czas przystawal by przeczekac ból w klatce piersiowej. W oddali zobaczył Meg.
-Witaj - Meg umiechnęłą się i chciala go pocałowac.
-Nie Meg. Gdzie jest Candy?
-Candy, Candy, a co mnie obchodzi twoja Candy?! - domyslala sie co jest grane
-Wiem że to ty Megan, wiem.
-Oczywiscie jak cos złego to Megy tak?
-Nie mamy o czym rozmawiac. - cofnął sie i ruszył spowrotem, jednak jeszcze raz odwrócił sie i powiedział:
- Lizbońska 14, za miastem, spodziewaj sie policji
Meg zaniemowiła. Skad on to wie. Wróciłą do domu.
Candy dostałą kolejną wiadomoc od Matt'a
Candy wiem że to Meg. Policja już tam jedzie, trzymajcie się. Kocham was bradzo.
Matt
Umiechnęłą się, dotknęła ręką brzucha i wyszeptałą:
-Tata już po nas jedzie skarbie.
Nagle usłyszala trzask zamykanych drzwi. Meg weszła do piwnicy i chwyciła Candy za rękaw.
-Wstawaj! Wynosimy się stad!
-Nie Meg, chyba nie chcesz narazac dziecka - Candy próbowałą ją przekonac.
-Przyjde za minutę, masz byc gotowa.
Megan wyszla zamyakajac drzwi. Candy chwyciala za telefon i schowala go do kieszeni kurtki. Meg zabrala ja po chwili i wepchcela do samochodu. Ruszyly z piskiem opon.
Matt siedzial poddenerwowany na tylnym siedzeniu jedengo z samochodów policyjnych. Gdy dojechali do domu, pierwszywyskoczyl z auta. Niestety nikogo tam nie było. Tak strasznie bał się o Candy. Oparł się o drzwi samochodu gdy nagle usłyszał.
'Podejrzany samochod kieruje sie w strone alei. Zaczynamy poscig'
Nawet niezastanawiaja sie wsiadl do radiowozu i ruszył w stronę alei.
Całą drogę cos nią trzęsło. Prosiła Meg zeby sie zatrzymaly ale ona to lekcewazyla. Jechaly coraz szybciej. Goniły je samochody policyjne. Meg przyspieszyla. Wpdała w polizg. Samochód kilka razy zakrecił sie na ulicy i wpadł w rów.
Matt wysiadl z auta i niesłuchając policjantów ruszył w strone samochodu. Drzwi się otworzyły. Wysiadła Meg. Nie zwrócił na nią uwagi. Otworzył tylne drzwi i wyciągnął Candy. Odsunął ją na bok i nakrył swoją kurtką. Nie oddychała. Zaczął uciskac jej mostek do czasu gdy zobaczył podnoszacał sie klatke piersiowa. Czekali na pogotowie. Połozył się obok niej i wziął za rękę.
-Dasz rady kochanie - wyszeptał i pogładził dłonią jej brzuch.
***
Wybaczie ze krociutki ale teraz jestem zajeta kims innym. Nie moge podac konkretnej daty, bo sama nie wiem kiedy bede miala wene. ;** Postaram sie w tym tygodniu ale nie obiecuje. Chcialabym cos wam zdradzic ale nie bedzie takiego napiecia. Zagladajcie tu ;] czekam na opinie.
'wypadek'
Obudzila sie cala sztywna. Podnosila glowe z poduszki ale wszystko tak strasznie ją bolalo. Megan weszła do pomieszczenia. Popatrzyła na Candy i powiedziala:
-I jak ci tutaj?
Candy milczała. Meg szarpnęła ją i jeszcze raz wykrzyknęła:
-Pytam cię czy ci tu dobrze!
-Nie nie dobrze - Candy odwróciła twarz.
Megy odepchnęła ją na łóżko i wyszła. Candy bardzo marwila sie o swoje dziecko. Powtarzala mu:
-Niedługo tata nas odnajdzie, będziemy w domu.
Matt obudził sie na dywanie w salonie. Wstal i chwycił swój telefon. Chciał spróbowac zadzwonic do Candy ale kazda kolejna próba nie przynosiła rezultatów.Przyszla pora spotkania z Megy. Matt był strasznie zdenrwowany. Idąc na spotkanie caly czas przystawal by przeczekac ból w klatce piersiowej. W oddali zobaczył Meg.
-Witaj - Meg umiechnęłą się i chciala go pocałowac.
-Nie Meg. Gdzie jest Candy?
-Candy, Candy, a co mnie obchodzi twoja Candy?! - domyslala sie co jest grane
-Wiem że to ty Megan, wiem.
-Oczywiscie jak cos złego to Megy tak?
-Nie mamy o czym rozmawiac. - cofnął sie i ruszył spowrotem, jednak jeszcze raz odwrócił sie i powiedział:
- Lizbońska 14, za miastem, spodziewaj sie policji
Meg zaniemowiła. Skad on to wie. Wróciłą do domu.
Candy dostałą kolejną wiadomoc od Matt'a
Candy wiem że to Meg. Policja już tam jedzie, trzymajcie się. Kocham was bradzo.
Matt
Umiechnęłą się, dotknęła ręką brzucha i wyszeptałą:
-Tata już po nas jedzie skarbie.
Nagle usłyszala trzask zamykanych drzwi. Meg weszła do piwnicy i chwyciła Candy za rękaw.
-Wstawaj! Wynosimy się stad!
-Nie Meg, chyba nie chcesz narazac dziecka - Candy próbowałą ją przekonac.
-Przyjde za minutę, masz byc gotowa.
Megan wyszla zamyakajac drzwi. Candy chwyciala za telefon i schowala go do kieszeni kurtki. Meg zabrala ja po chwili i wepchcela do samochodu. Ruszyly z piskiem opon.
Matt siedzial poddenerwowany na tylnym siedzeniu jedengo z samochodów policyjnych. Gdy dojechali do domu, pierwszywyskoczyl z auta. Niestety nikogo tam nie było. Tak strasznie bał się o Candy. Oparł się o drzwi samochodu gdy nagle usłyszał.
'Podejrzany samochod kieruje sie w strone alei. Zaczynamy poscig'
Nawet niezastanawiaja sie wsiadl do radiowozu i ruszył w stronę alei.
Całą drogę cos nią trzęsło. Prosiła Meg zeby sie zatrzymaly ale ona to lekcewazyla. Jechaly coraz szybciej. Goniły je samochody policyjne. Meg przyspieszyla. Wpdała w polizg. Samochód kilka razy zakrecił sie na ulicy i wpadł w rów.
Matt wysiadl z auta i niesłuchając policjantów ruszył w strone samochodu. Drzwi się otworzyły. Wysiadła Meg. Nie zwrócił na nią uwagi. Otworzył tylne drzwi i wyciągnął Candy. Odsunął ją na bok i nakrył swoją kurtką. Nie oddychała. Zaczął uciskac jej mostek do czasu gdy zobaczył podnoszacał sie klatke piersiowa. Czekali na pogotowie. Połozył się obok niej i wziął za rękę.
-Dasz rady kochanie - wyszeptał i pogładził dłonią jej brzuch.
***
Wybaczie ze krociutki ale teraz jestem zajeta kims innym. Nie moge podac konkretnej daty, bo sama nie wiem kiedy bede miala wene. ;** Postaram sie w tym tygodniu ale nie obiecuje. Chcialabym cos wam zdradzic ale nie bedzie takiego napiecia. Zagladajcie tu ;] czekam na opinie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)