ROZDZIAL XIX
'zakonczylo wszytsko'
Matt kleczal na podlodze i co chwile potrzasal glowa. Widzial Candy tylko przez chwilke, a jednak bardzo bolalo go to ze nie moze na nia spojrzec. Przed oczami stawal mu obraz Candy, która lezala na noszach i cos do niego szeptala. Bylo to cos niewyraznego. Pare slow. Uslyszal. Uslyszal slowo 'kocham'. Usmiechnal sie mimowolne. Siedzial tu juz bite dwanascie godzin. Nie wiedzial co z Candy i z dzieckiem. Czy zyja. 'Nie!' pomyslal i szybko potrzasnal glowa. Zza drzwi wychylila sie pielegniarka.
-Gratuluje córki, panie Andrews
-Wszystko w porzadku?
-Tak, byly komplikacje, dosyc powazne ale jest silna.
-Czy moge?
-Tak prosze - oznajmila i pokazla sale
Matt szedl i usmiechal sie sam do siebie. Wpadl do sali i znieruchomial.
-Hej - wyszeptala Candy, usmiehcjac sie do niego.
Na rekach trzymala dziecko. Ich dziecko. Matt podszedl do niej i delikatnie poglaskal ja po wlosach.
-Jestesmy razem - powiedzial
-Tak, razem - Candy usmiechnela sie do niego - Matt?
-Tak?
-Czy móglbys pojechac do domu, po pare rzeczy?
-Jasne niedlugo bede - wstal i pocalowal ja a potem dziewczynke.
-Briana - szpenela Candy
-Nasza córeczka- powiedzial i zamknal za soba drzwi.
Candy nie czekala dlugo. W miedzyczasie ukolysla Bree do snu i obejrzala sale. Byla niewielka. Kolorowa tapeta w gwiazdki. Bujany fotel i pare zabawek stalo w jednym z rogów. Na scianie wisialo kilka kolorowych obrazków i ulotek.
-Przytulnie tu - szepnela gladzac mala po glowce.
-Witam, szanowne panie - do pokoju wszedl Matt. Byl caly obladowany. Dwie torby, walizka i reklamówka zabawek. - hmm, przyznam nie wiedzialem co wziasc- usmiechnal sie stawiajac na podloge pakunki. - spi?
-Tak, zasnela niedawno. Ale ... Matt co ty robisz? - spytala zdziwiona widzac chlopaka zdejmujacego kurtke i buty
-Bede z wami nocowal - zaasmial sie i usiadl na brzegu lozka. Candy odsunela sie a on polozyl glowe na poduszke.
-Podobna do ciebie - przerwal cisze i spojrzal Candy w oczy
-Sliczna - dodala i przysunela sie do niego - kiedy myslalam ze umieram ... -przelknela sline - powiedzialam ze... ze cie kocham
-Kochanie, wiem, slyszalem
Candy przysunela sie lekko i pocalowala go w usta. Matt dotknal jej policzka i pocalowal, tym razem bardziej namiętnie. Przerwala to Candy.
-Nie zmienia to faktu ze... nic nie pamietam
-Ciii, spij juz - delikatnie pogladzil ja po ramieniu.
Candy obudzila sie pierwsza. Wstala z lozka i stanela na przeciw Matta i Bree. Dziwila sie jakim cudem udalo im sie tu zmiescic we trójke ale jej rozmyslania przerwal placz dziecka, Matt tez wybudzil sie.
-Wstalas?
-Przed chwilka - odpowiedziala kolyszac Briane na rekach.
Po kilku dniach mogli wracac do domu. Matt pojechal przygotowac mieszkanie.
-Przyjade niedlugo kochanie - powiedzial do niej calujac w usta
-Matt?
-Tak?
-Pocalujesz mnie jeszcze raz? - usmiechnela sie zawadiacko
Podszedl do niej i zlozyl na jej ustach pocalunek
-Dziekuje
-Nieldugo wracam
Wyszedl, wyszedl i nie wrócil. Pomachal tylko na pozegnanie i powiedzial 'Kocham was'. Candy czekala, czekala bardzo dlugo. Nikt nie przyjezdzal. Matt nie odbieral telefonu. Do sali ktos zapukal. Candy energicznie podniosla sie, niestety to nie byl Matt. Policjant podszedl do niej i powiedzial cos. Candy rozplakala sie. W tym momencie przypomniala sobie, przypomniala wszystko. Matt'a, zaręczyny, wypadek, Meg, porwanie.
-Nie - szepnela i spojrzala na Briane spiaca spokojnie w lozeczku.
-Przkro mi, jesli pani chce zaltwimy wszystko i ..
-Poradze sobie, dziekuje.
Candy wychodzial ze szpitala jak w amoku. Nie wiedzial i nieslyszala nic. Weszla do mieszkania. Polozyla mala do lozka i stanela przed kominkiem. Stalo tam mnóstwo zdjec. Jej i Matt'a. Rozplakala sie. Nie mogla przestac. Kiedy policjant powiedzial jej ze Matt nie zyje wszystko wrocilo. Myslala teraz o Briane. Wstal i polozyla sie na kanape.
***
W dniu pogrzebu nie plakala. Stala na cmentarzu dlugo. Bree zostawila matce. Odchodzac powiedziala tylko
-Kocham cie, zawsze cie kochalam
I odeszla nie odwracajac sie za siebie.
***
EPILOG:
Slonce odbijalo sie w oknie. Trzyletnia juz Bree biegala po podwórku za kotem. Candy siedziala na hustawce i przgladala sie jej, ciagle usmiechajac. Briana podbiegla do niej, a ona wziela ja na kolana. Mala popatrzyla w niebo. Candy uslyszala huk. Ptak lecial wysoko i nagle uderzyl o szklane drzwi werandy.
-Zawieziemy go do szpitala?
-Nie kochanie, chyba odszedl
-Jak tata?
-Tak kochanie, jak tata.
niedziela, 12 września 2010
czwartek, 9 września 2010
Rozdzal VIII
ROZDZIAL VIII
'bo tak bardzo mi zalezy'
Dochodzila siodma. Candy nie spala. Przeciągnęla reką po satynowej pocieli. Pomyslala o Matt'cie ale szybko potrzasnela glowa, chcac odgonic te mysl. Matt wyszedl. Wyszedl juz pól godziny temu, po tym jak sie poklocili. Candy przwolala tamten obraz.
Obudzila sie i chciala zeslizgnac z lozka ale Matt trzymal jajedna reka w pasie. Odsunela ja szybko i zeszla na podloge. W lusterku zobaczyla siebie. W aksamitnej koszulce. Poglaskala dlonia brzuch.
-Ehh kochanie, nawet ciebie nie pamietam
-Candy? - szpnal Matt, który wlasnie sie obudzil
-Tak?
-Co ty robisz?
-Nic, próbuje sobie cos skojarzyc - wykrzywila sie
-Przestan juz, choc tutaj - poklepal dlonia materac.
-Nie, Matt, chce postac tutaj
-Wszystko w porzadku?
-Tak - usmiechnela sie
-Posluchaj mnie, jesli cos sie stalo to ... - zlapal ja za reke, ale ona mu przerwala
-Przeciez mówie ci ze wszystko jest dobrze - wykrzynela i odsunela sie od niego
-Oczywiscie. Zawsze mnie splawiasz. To tez moje dziecko, wiec jezleli cos jest nie tam to mam prawo o tym wiedziec
-Skad mam miec pewnosc? - odwrocila sie do niego plecami
-Nie przesadzaj Candy, nie masz prawa tak mówic
-Ja nic nie pamietam - przeczesala reka wlosy i uslyszala huk. Odwrócila sie. Matta juz nie bylo.
Teraz myslac jeszcze raz o tym wszystkim, żalowala tego co powiedzila. Chciala do niego zadzwonic ale numer byl nieosiągalny. Nie zastanawiala sie dlugo. Ubrala sie i wyszla z domu. Wiedziala dokad isc. Matt uczyl ja tych tras, wiele razy. Od kiedy nic nie pamietala musial jej wszystko przypominac. Szla sciezka przez park. Zatrzymala sie widzac wiewiórke. Stala tak pare chwil i odwrócila sie w strone przejscia. Nagle, nie wiadomo skad wpadla na nia jakas kobieta. Candy zachwila sie ale ona chwycila ja za ramiona.
-Candy - wyszeptala pod nosem
-Znamy sie? - zapytala zdziwiona
-Co? Nie pamietasz mnie?
-Nie, a kim jestes?
-Megan - podala jej reke - Megan Stewart
-Candy, ale ty to juz wiesz
-Tak - Meg z niedowierzaniem patrzyla na brzuch Candy
-W ciazy jestes?
-Tak - w naglym przyplywie emocji zlapala reka brzucha - ósmy miesiąc - i usmiechnela sie
-A nie mialas wypadku ?
-Mialam - potrzasnela glowa - ale spiesze sie, do zobaczenia
-Do zobaczenia
Megan szla zamyslona. 'Jakim cudem ona nadal jets w ciazy?!' bila sie z myslami. 'Nie pamieta?, Tak nie pamieta ' usmiechnela sie sama do siebie.
Candy poczula wibracje w telefonie. Wyjela go z kieszeni kurtki i odebrala.
-Czesc
-Dzwonilas?
-Tak
-Cos sie stalo?
-Nie, Matt, ale jakbys mógl wyjsc na chwilke przed firme
-Jestes tu?!
-Wyjdziesz?
-Oczywiscie
Candy stala oparta o betonowy slupek. Zobaczyla Matt'a wychodzacego z drzwi firmy. Podszedl do niej a ona przytulila sie do niego.
-Przepraszam - wyszeptala - przepraszam za to co powiedzialam, za to wszystko, ze nie pamietam
-Cii, Candy nie placz - uspokajal ja, gladzac po jej ciemnych wlosach - niec sie nie stalo, tez nie powinienem na ciebie krzyczec
Oderwala sie od niego i spojrzala w oczy
-Zabierzesz nas na lunch?
-Zabiore - odpowiedzial i ucalowal ja w czolo.
Wracala do domu po siedemnastej. Otwierajac drzwi mieszkania poczula skurcz. Ukucnela. Wstala spowrotem. Zaczela nerwowo szukac komórki. Zadzwonila po taksówke. Potem do Matt'a
-Candy? Cos nie tak?
-Nie wszytsko tak, wlasnie rodze - wydyszala do sluchawki
-Co?!
-Oj Matt, nie zadaj glupich pytan tylko tu przjedz ok?
-Tak, tak jade, trzymaj sie kochanie
-Postaram sie
Odlozyla telefon do torebki. Wsiadla do taksówki. Krecilo sie jej w glowie. Dojechali przed szpital. Matt tam byl. Sama nie zdolala polozyc sie na noszach. Kiedy zajechali na sale, zaczelo robic jej sie slabo.
-Jetse? - wyszeptla szukajac jego dloni
-Jestem - zlapal ja za reke
-Slabo mi - ostanie co powiedziala zaczelo wszystko znikac. Ostatnie slowa, które uslszala to slowa lekarza.
-Tarcimy ja!
Widziala jeszcze wtedy Matt'a kleczocego na podlodze z twarza schowana w dloniach. Chciala mu powiedziec ze jest dla niej wazny ale pograzyla sie w ciemnosci.
'bo tak bardzo mi zalezy'
Dochodzila siodma. Candy nie spala. Przeciągnęla reką po satynowej pocieli. Pomyslala o Matt'cie ale szybko potrzasnela glowa, chcac odgonic te mysl. Matt wyszedl. Wyszedl juz pól godziny temu, po tym jak sie poklocili. Candy przwolala tamten obraz.
Obudzila sie i chciala zeslizgnac z lozka ale Matt trzymal jajedna reka w pasie. Odsunela ja szybko i zeszla na podloge. W lusterku zobaczyla siebie. W aksamitnej koszulce. Poglaskala dlonia brzuch.
-Ehh kochanie, nawet ciebie nie pamietam
-Candy? - szpnal Matt, który wlasnie sie obudzil
-Tak?
-Co ty robisz?
-Nic, próbuje sobie cos skojarzyc - wykrzywila sie
-Przestan juz, choc tutaj - poklepal dlonia materac.
-Nie, Matt, chce postac tutaj
-Wszystko w porzadku?
-Tak - usmiechnela sie
-Posluchaj mnie, jesli cos sie stalo to ... - zlapal ja za reke, ale ona mu przerwala
-Przeciez mówie ci ze wszystko jest dobrze - wykrzynela i odsunela sie od niego
-Oczywiscie. Zawsze mnie splawiasz. To tez moje dziecko, wiec jezleli cos jest nie tam to mam prawo o tym wiedziec
-Skad mam miec pewnosc? - odwrocila sie do niego plecami
-Nie przesadzaj Candy, nie masz prawa tak mówic
-Ja nic nie pamietam - przeczesala reka wlosy i uslyszala huk. Odwrócila sie. Matta juz nie bylo.
Teraz myslac jeszcze raz o tym wszystkim, żalowala tego co powiedzila. Chciala do niego zadzwonic ale numer byl nieosiągalny. Nie zastanawiala sie dlugo. Ubrala sie i wyszla z domu. Wiedziala dokad isc. Matt uczyl ja tych tras, wiele razy. Od kiedy nic nie pamietala musial jej wszystko przypominac. Szla sciezka przez park. Zatrzymala sie widzac wiewiórke. Stala tak pare chwil i odwrócila sie w strone przejscia. Nagle, nie wiadomo skad wpadla na nia jakas kobieta. Candy zachwila sie ale ona chwycila ja za ramiona.
-Candy - wyszeptala pod nosem
-Znamy sie? - zapytala zdziwiona
-Co? Nie pamietasz mnie?
-Nie, a kim jestes?
-Megan - podala jej reke - Megan Stewart
-Candy, ale ty to juz wiesz
-Tak - Meg z niedowierzaniem patrzyla na brzuch Candy
-W ciazy jestes?
-Tak - w naglym przyplywie emocji zlapala reka brzucha - ósmy miesiąc - i usmiechnela sie
-A nie mialas wypadku ?
-Mialam - potrzasnela glowa - ale spiesze sie, do zobaczenia
-Do zobaczenia
Megan szla zamyslona. 'Jakim cudem ona nadal jets w ciazy?!' bila sie z myslami. 'Nie pamieta?, Tak nie pamieta ' usmiechnela sie sama do siebie.
Candy poczula wibracje w telefonie. Wyjela go z kieszeni kurtki i odebrala.
-Czesc
-Dzwonilas?
-Tak
-Cos sie stalo?
-Nie, Matt, ale jakbys mógl wyjsc na chwilke przed firme
-Jestes tu?!
-Wyjdziesz?
-Oczywiscie
Candy stala oparta o betonowy slupek. Zobaczyla Matt'a wychodzacego z drzwi firmy. Podszedl do niej a ona przytulila sie do niego.
-Przepraszam - wyszeptala - przepraszam za to co powiedzialam, za to wszystko, ze nie pamietam
-Cii, Candy nie placz - uspokajal ja, gladzac po jej ciemnych wlosach - niec sie nie stalo, tez nie powinienem na ciebie krzyczec
Oderwala sie od niego i spojrzala w oczy
-Zabierzesz nas na lunch?
-Zabiore - odpowiedzial i ucalowal ja w czolo.
Wracala do domu po siedemnastej. Otwierajac drzwi mieszkania poczula skurcz. Ukucnela. Wstala spowrotem. Zaczela nerwowo szukac komórki. Zadzwonila po taksówke. Potem do Matt'a
-Candy? Cos nie tak?
-Nie wszytsko tak, wlasnie rodze - wydyszala do sluchawki
-Co?!
-Oj Matt, nie zadaj glupich pytan tylko tu przjedz ok?
-Tak, tak jade, trzymaj sie kochanie
-Postaram sie
Odlozyla telefon do torebki. Wsiadla do taksówki. Krecilo sie jej w glowie. Dojechali przed szpital. Matt tam byl. Sama nie zdolala polozyc sie na noszach. Kiedy zajechali na sale, zaczelo robic jej sie slabo.
-Jetse? - wyszeptla szukajac jego dloni
-Jestem - zlapal ja za reke
-Slabo mi - ostanie co powiedziala zaczelo wszystko znikac. Ostatnie slowa, które uslszala to slowa lekarza.
-Tarcimy ja!
Widziala jeszcze wtedy Matt'a kleczocego na podlodze z twarza schowana w dloniach. Chciala mu powiedziec ze jest dla niej wazny ale pograzyla sie w ciemnosci.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)