niedziela, 12 września 2010

Rozdzal XIX - ostatni

ROZDZIAL XIX

'zakonczylo wszytsko'

Matt kleczal na podlodze i co chwile potrzasal glowa. Widzial Candy tylko przez chwilke, a jednak bardzo bolalo go to ze nie moze na nia spojrzec. Przed oczami stawal mu obraz Candy, która lezala na noszach i cos do niego szeptala. Bylo to cos niewyraznego. Pare slow. Uslyszal. Uslyszal slowo 'kocham'. Usmiechnal sie mimowolne. Siedzial tu juz bite dwanascie godzin. Nie wiedzial co z Candy i z dzieckiem. Czy zyja. 'Nie!' pomyslal i szybko potrzasnal glowa. Zza drzwi wychylila sie pielegniarka.
-Gratuluje córki, panie Andrews
-Wszystko w porzadku?
-Tak, byly komplikacje, dosyc powazne ale jest silna.
-Czy moge?
-Tak prosze - oznajmila i pokazla sale
Matt szedl i usmiechal sie sam do siebie. Wpadl do sali i znieruchomial.
-Hej - wyszeptala Candy, usmiehcjac sie do niego.
Na rekach trzymala dziecko. Ich dziecko. Matt podszedl do niej i delikatnie poglaskal ja po wlosach.
-Jestesmy razem - powiedzial
-Tak, razem - Candy usmiechnela sie do niego - Matt?
-Tak?
-Czy móglbys pojechac do domu, po pare rzeczy?
-Jasne niedlugo bede - wstal i pocalowal ja a potem dziewczynke.
-Briana - szpenela Candy
-Nasza córeczka- powiedzial i zamknal za soba drzwi.
Candy nie czekala dlugo. W miedzyczasie ukolysla Bree do snu i obejrzala sale. Byla niewielka. Kolorowa tapeta w gwiazdki. Bujany fotel i pare zabawek stalo w jednym z rogów. Na scianie wisialo kilka kolorowych obrazków i ulotek.
-Przytulnie tu - szepnela gladzac mala po glowce.
-Witam, szanowne panie - do pokoju wszedl Matt. Byl caly obladowany. Dwie torby, walizka i reklamówka zabawek. - hmm, przyznam nie wiedzialem co wziasc- usmiechnal sie stawiajac na podloge pakunki. - spi?
-Tak, zasnela niedawno. Ale ... Matt co ty robisz? - spytala zdziwiona widzac chlopaka zdejmujacego kurtke i buty
-Bede z wami nocowal - zaasmial sie i usiadl na brzegu lozka. Candy odsunela sie a on polozyl glowe na poduszke.
-Podobna do ciebie - przerwal cisze i spojrzal Candy w oczy
-Sliczna - dodala i przysunela sie do niego - kiedy myslalam ze umieram ... -przelknela sline - powiedzialam ze... ze cie kocham
-Kochanie, wiem, slyszalem
Candy przysunela sie lekko i pocalowala go w usta. Matt dotknal jej policzka i pocalowal, tym razem bardziej namiętnie. Przerwala to Candy.
-Nie zmienia to faktu ze... nic nie pamietam
-Ciii, spij juz - delikatnie pogladzil ja po ramieniu.
Candy obudzila sie pierwsza. Wstala z lozka i stanela na przeciw Matta i Bree. Dziwila sie jakim cudem udalo im sie tu zmiescic we trójke ale jej rozmyslania przerwal placz dziecka, Matt tez wybudzil sie.
-Wstalas?
-Przed chwilka - odpowiedziala kolyszac Briane na rekach.
Po kilku dniach mogli wracac do domu. Matt pojechal przygotowac mieszkanie.
-Przyjade niedlugo kochanie - powiedzial do niej calujac w usta
-Matt?
-Tak?
-Pocalujesz mnie jeszcze raz? - usmiechnela sie zawadiacko
Podszedl do niej i zlozyl na jej ustach pocalunek
-Dziekuje
-Nieldugo wracam
Wyszedl, wyszedl i nie wrócil. Pomachal tylko na pozegnanie i powiedzial 'Kocham was'. Candy czekala, czekala bardzo dlugo. Nikt nie przyjezdzal. Matt nie odbieral telefonu. Do sali ktos zapukal. Candy energicznie podniosla sie, niestety to nie byl Matt. Policjant podszedl do niej i powiedzial cos. Candy rozplakala sie. W tym momencie przypomniala sobie, przypomniala wszystko. Matt'a, zaręczyny, wypadek, Meg, porwanie.
-Nie - szepnela i spojrzala na Briane spiaca spokojnie w lozeczku.
-Przkro mi, jesli pani chce zaltwimy wszystko i ..
-Poradze sobie, dziekuje.
Candy wychodzial ze szpitala jak w amoku. Nie wiedzial i nieslyszala nic. Weszla do mieszkania. Polozyla mala do lozka i stanela przed kominkiem. Stalo tam mnóstwo zdjec. Jej i Matt'a. Rozplakala sie. Nie mogla przestac. Kiedy policjant powiedzial jej ze Matt nie zyje wszystko wrocilo. Myslala teraz o Briane. Wstal i polozyla sie na kanape.
***
W dniu pogrzebu nie plakala. Stala na cmentarzu dlugo. Bree zostawila matce. Odchodzac powiedziala tylko
-Kocham cie, zawsze cie kochalam
I odeszla nie odwracajac sie za siebie.
***
EPILOG:
Slonce odbijalo sie w oknie. Trzyletnia juz Bree biegala po podwórku za kotem. Candy siedziala na hustawce i przgladala sie jej, ciagle usmiechajac. Briana podbiegla do niej, a ona wziela ja na kolana. Mala popatrzyla w niebo. Candy uslyszala huk. Ptak lecial wysoko i nagle uderzyl o szklane drzwi werandy.
-Zawieziemy go do szpitala?
-Nie kochanie, chyba odszedl
-Jak tata?
-Tak kochanie, jak tata.

czwartek, 9 września 2010

Rozdzal VIII

ROZDZIAL VIII
'bo tak bardzo mi zalezy'

Dochodzila siodma. Candy nie spala. Przeciągnęla reką po satynowej pocieli. Pomyslala o Matt'cie ale szybko potrzasnela glowa, chcac odgonic te mysl. Matt wyszedl. Wyszedl juz pól godziny temu, po tym jak sie poklocili. Candy przwolala tamten obraz.
Obudzila sie i chciala zeslizgnac z lozka ale Matt trzymal jajedna reka w pasie. Odsunela ja szybko i zeszla na podloge. W lusterku zobaczyla siebie. W aksamitnej koszulce. Poglaskala dlonia brzuch.
-Ehh kochanie, nawet ciebie nie pamietam
-Candy? - szpnal Matt, który wlasnie sie obudzil
-Tak?
-Co ty robisz?
-Nic, próbuje sobie cos skojarzyc - wykrzywila sie
-Przestan juz, choc tutaj - poklepal dlonia materac.
-Nie, Matt, chce postac tutaj
-Wszystko w porzadku?
-Tak - usmiechnela sie
-Posluchaj mnie, jesli cos sie stalo to ... - zlapal ja za reke, ale ona mu przerwala
-Przeciez mówie ci ze wszystko jest dobrze - wykrzynela i odsunela sie od niego
-Oczywiscie. Zawsze mnie splawiasz. To tez moje dziecko, wiec jezleli cos jest nie tam to mam prawo o tym wiedziec
-Skad mam miec pewnosc? - odwrocila sie do niego plecami
-Nie przesadzaj Candy, nie masz prawa tak mówic
-Ja nic nie pamietam - przeczesala reka wlosy i uslyszala huk. Odwrócila sie. Matta juz nie bylo.
Teraz myslac jeszcze raz o tym wszystkim, żalowala tego co powiedzila. Chciala do niego zadzwonic ale numer byl nieosiągalny. Nie zastanawiala sie dlugo. Ubrala sie i wyszla z domu. Wiedziala dokad isc. Matt uczyl ja tych tras, wiele razy. Od kiedy nic nie pamietala musial jej wszystko przypominac. Szla sciezka przez park. Zatrzymala sie widzac wiewiórke. Stala tak pare chwil i odwrócila sie w strone przejscia. Nagle, nie wiadomo skad wpadla na nia jakas kobieta. Candy zachwila sie ale ona chwycila ja za ramiona.
-Candy - wyszeptala pod nosem
-Znamy sie? - zapytala zdziwiona
-Co? Nie pamietasz mnie?
-Nie, a kim jestes?
-Megan - podala jej reke - Megan Stewart
-Candy, ale ty to juz wiesz
-Tak - Meg z niedowierzaniem patrzyla na brzuch Candy
-W ciazy jestes?
-Tak - w naglym przyplywie emocji zlapala reka brzucha - ósmy miesiąc - i usmiechnela sie
-A nie mialas wypadku ?
-Mialam - potrzasnela glowa - ale spiesze sie, do zobaczenia
-Do zobaczenia

Megan szla zamyslona. 'Jakim cudem ona nadal jets w ciazy?!' bila sie z myslami. 'Nie pamieta?, Tak nie pamieta ' usmiechnela sie sama do siebie.

Candy poczula wibracje w telefonie. Wyjela go z kieszeni kurtki i odebrala.
-Czesc
-Dzwonilas?
-Tak
-Cos sie stalo?
-Nie, Matt, ale jakbys mógl wyjsc na chwilke przed firme
-Jestes tu?!
-Wyjdziesz?
-Oczywiscie
Candy stala oparta o betonowy slupek. Zobaczyla Matt'a wychodzacego z drzwi firmy. Podszedl do niej a ona przytulila sie do niego.
-Przepraszam - wyszeptala - przepraszam za to co powiedzialam, za to wszystko, ze nie pamietam
-Cii, Candy nie placz - uspokajal ja, gladzac po jej ciemnych wlosach - niec sie nie stalo, tez nie powinienem na ciebie krzyczec
Oderwala sie od niego i spojrzala w oczy
-Zabierzesz nas na lunch?
-Zabiore - odpowiedzial i ucalowal ja w czolo.
Wracala do domu po siedemnastej. Otwierajac drzwi mieszkania poczula skurcz. Ukucnela. Wstala spowrotem. Zaczela nerwowo szukac komórki. Zadzwonila po taksówke. Potem do Matt'a
-Candy? Cos nie tak?
-Nie wszytsko tak, wlasnie rodze - wydyszala do sluchawki
-Co?!
-Oj Matt, nie zadaj glupich pytan tylko tu przjedz ok?
-Tak, tak jade, trzymaj sie kochanie
-Postaram sie
Odlozyla telefon do torebki. Wsiadla do taksówki. Krecilo sie jej w glowie. Dojechali przed szpital. Matt tam byl. Sama nie zdolala polozyc sie na noszach. Kiedy zajechali na sale, zaczelo robic jej sie slabo.
-Jetse? - wyszeptla szukajac jego dloni
-Jestem - zlapal ja za reke
-Slabo mi - ostanie co powiedziala zaczelo wszystko znikac. Ostatnie slowa, które uslszala to slowa lekarza.
-Tarcimy ja!
Widziala jeszcze wtedy Matt'a kleczocego na podlodze z twarza schowana w dloniach. Chciala mu powiedziec ze jest dla niej wazny ale pograzyla sie w ciemnosci.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Rozdzal VII

ROZDZIAL VII

'wysoko zapomniani'

Candy glaskala reka brzuch. Zdazyla sie juz przyzwyczaic, do tego ze jest w ciazy. Niestety, nie pamietala nic, rodziców przyjaciol, Matt'a. Chciala sobie przypomniec, ale nie umiala. Wiedziala bowiem ze on pragnie tego, ale sama nie mogla sobie z tym poradzic. Lezala wlasnie na sofie kiedy uslyszala ze ktos otwiera drzwi sali. Obrócila glowe w tamta strone.
-Hej - wyszpetal zdziwiony
-Czesc - odpowiedziala i usmiechnela sie mimowolnie
-Wracamy dzisiaj do domu, wiesz?
-Wiem, nie wiem tylko czy bede umiala sie tam odnalezc.
-Pomoge cie - lekko dotknal jej policzka, nie odsunela sie
-Dzieki - wyszeptala i spojrzala mu prosto w oczy.
-Candy? - Matt przysunal sie blizej niej
-Tak
-Moze, moze móglbym sprobowac, wiesz to juz prawie miesiac i nic. Nic nie pamietasz.
-Ej, mozesz troche jasniej - Candy zmarszczyla brwi
-Moge cie pocalowac?
-Matt, myslalam o czyms innym - odwróciła twarz w druga strone
-Ok, rozumiem- cicho odezwal sie Matt i odwrócil w druga strone
-Ale, moze mógłbys...sprobowac - Candy usmiechnela sie do niego
-Jestes pewna?
-Tak
Matt pochylil sie nad nia. Najpierw delikatnie poglaskal jej twarz, potem zblizyl sie i dotknal jej ust. Pocalowal ja najdelikatniej jak potrafil. Nie spodziewal sie a, ona oddala pocalunek. Trzymal ja przytulona do siebie, a gdy ona cofnela twarz, przytulila go z calych sil. Matt mial nadzieje ze wszystko sobie przypmniala, niestety, Candy przytulona do niego wyszeptala:
-Nic nie pamietam Matt.
-Nic nie szkodzi kochanie, poradzimy sobie - przycisnal ja mocnej do siebie
-Tylko gdy mnnie pocalowales - ciagnela - mialam wrazenie ze to znam, ze znam twoj pocalunek - odsunela sie od niego i zaczela inny temat - to kiedy jedzeiemy
-Juz - usmiechnal sie do niej i zaprowadzil do auta.
Cala droge candy wpatrywala sie w ulice, jakby chciala sobie przypomniec co kolwiek. Nic, pustka, ciagle w jej glowie.
-Daleko? -zapytala
-Nie juz jestesmy
Kiedy Matt otwieral drzwi mieszkania Candy zdawala sie nic nie pamietac, tak tez bylo. Rozpakowala sie szybko i wziela goracy prysznic. Usiadla obok Matt'a ktory gladzil Fox'a po glówce
-Fox, to nasz pies - Matt spojrzal na nia i dodal - slicznie wygladasz
-Dzieki, hej Fox - poglaskala pieska
Fox zrobil mine jakby chcial powiedziec 'co jej jest?'
-Sypialnia jest tam -wskazal glowa na drewniane drzwi - ja moge spac na kanapie
-Uspokój sie, nie musisz rezygnowac z wygodnego lózka - usmiechcnela sie do niego a on wyjal z szuflady koperte
-To nasze zdjecia,chcesz obejrzec?
-Jasne
Matt wyciagnal pierwsze, przedstawialo ich. Stali na moscie, nad jakims jeziorem. On obejmowal ja w pasie a ona usmiechala sie. Na kolenych byli razem z Fox'em. Candy chwycila jedno ze zdjec, przygladala mu sie i odwrócila do Matt'a. Byl na nim ona siedzaca na lawce w parku, usmiechala sie, obok lezal bukiet stokrotek. Reke miala wyciagneta w strone fotografa, na palcu blyszczal brylancik. Pokazala zdjecie Matt'owi
-Oswiatczylem ci sie - usmiechnal sie, Candy spojrzala na swoja dlon, pierscionka na niej nie bylo - zdjeli go w szpitalu - i siegnda reka do tej samej szuflady, wyjal z niej male pudeleczko. Wyciagnal z niego piercsionek i pojrzal na Candy
-Moge?
-Tak - Candy wyciagnela do niego reke a on nasunal na jej palec piersionek
-Dziekuje
-Wiesz, wiem ze cos do ciebie czuje Matt, tego sie nie zapomina
-Kocham cie Candy -wyszeptal a ona polozyla glowe na jego kolanach
***
O i jest!
Zapraszam na kolejne. nie wiemn kiedy bd. ostatnia klasa. trzeba sie uczyc ;p . egzaminy. kocham wam ;**
Anabelle

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Rozdzal VI

Drogi mój anonimowy!
Nikt tak na prawde nie zmusza Cie abys tu wchodzil i czytal. To moja sprawa. To ze pisze dla siebie nie oznacza ze nie mam prawa tego publikowac! Znajde cie... obiecuje. Po adresie IP mam znajomego informatyka, wiec licz sie z administracja.
Pozdrawiam
Anabelle

ROZDZIAL VI
'przebudzenie'

Delikatnie glaskal jej dlon, ale ona nawet nie drgęla. Kucnal obok i przesuwajac reka po jej brzuchu modlil sie o cud. Pogotowie przyjechalo szybko, ale Matt caly czas krzyczal ze za wolno. Candy znalazla sie w karetce. Nie wpuscili go. Siedzial zgiety w radiowozie i sluchal jak policjanci rozmawiali.
-Male szanse John prawda? - pytal jeden z nich
-Jest nadzieja, zawsze jest.
-Byla w czwartym miesiacu ciazy.
-Wiem stary.
Matt mial ochote jechac, teraz do szpitala. Chcial zobaczyc Candy. Raz. Byc moze osatni. Przez szybe zauwazyl Meg. Szla kustykajac na jedna noge. Nie patrzyla w jego strone. Nie wahal sie. Wybiegl z auta i podbiegl do niej.
-Jak moglas Meg, jak moglas - wykrztusil resztkami sil
-Wybacz Matt, ale ona nigdy nie bedzie z toba - powiedziala patrzac w dal - nie zaluje - odwrócila sie w jego strone
Chcial sie wyrawac ale nie, nie uderzy kobiety, nawet tej która w chciala zabic jego ukochana i ich dziecko. Szpital byl tuz za rogiem. Wysiadajac z auta Matt poczul skurcz w klatce. Przystanal na chwilke i ruszyl w kierunku wejscia. Korytarz byl zimny. Niebiesko - biale sciany dodawaly mu ponurego charakteru.
-Panie Scoot - zobaczyl w drzwiach lekarke - mozemy porozmawiac?
-Tak, jasne
Doktor podeszla do niego, w oczach miala rozpacz
-Panska narzeczona Candy Wanker - przerwala, Matt'a scisnelo w dolku - jest podtrzymywana przy zyciu
Matt przelknal sline, nie wierzyl w to, nie chail w to wierzyc.
-A dziecko? - zapytal z przerazeniem
-Wszystko w porzadku, ma sie calkiem dobrze, ale z Candy ... raczej nic nie zdzialamy - wydusila to w koncu z siebie
-Nic? - zapytal Matt z krztą nadziei
-Jest szansa ze sie obudzi, jest to - i zowu ten wyraz twarzy, ciezko bylo jej o tym mówic - 10 %, to niewiele ale zdarzaly sie przpadki gdzie ...
-Moge ją zobaczyc? - przrwal jej
-Tak, prosze, intensywna terapia sala 101
Szedl niepewnie, zatrzymal sie przed drzwiami i syknal cos pod nosem, potem otworzyl drzwi. Sala miala jasny lagodny kolor, otwarte okno, na którym staly kwiaty, lampa w kolorze fiolety i lóżko, te na którym leżala Candy. Miala powykrecane rece, a obok niej stal aparat, podtrzymujacy zycie.
-Candy - szepnąl - przepraszam cie kochanie, nie chcialem zeby tak wyszlo, to moja wina. Pamietaj ze zawsze bede cie kochal, bez wzgledu na wszystko. Usiadl na krzesle i chwycil jej dlon.
***
Minęlo pare tygodni zanim Matt oswoil sie z tym ze Candy sie nie obudzi. Maszyna nadal pracowala. Twarz Candy byla delikatna, jakby spala i miala sie zaraz obudzic. Na koldrze rysowal sie zaryz brzucha. Matt siedzial obok niej i czytal na glos 'Alchemika'. Co chwile spogladal na nia majac nadzieje ze otworzy oczy. Pare dni temu, kiedy opowiadal jej o pokoiku dla dziecka, zauwazyl ze brzuch sie rusza. Delikatnie polzyl na nim reke i czul jak dziecko porusza sie. Wtedy po raz pierwszy rozplakal sie.
-Kocha sie za nic, nie istnieje zaden powod do milosc - zacytowal jedno ze zdan z ksiazki i poglaskal Candy po twarzy - kocham cie Candy - wyszeptal i przesunal dlonia wzdluz jej policzka. Zerknal na jej zamkniete oczy, a potem uslyszal dziwne migotanie na aparaturze. Myslal ze to koniec, ze Candy odchodzi, ale ona otworzyla oczy.
-Boze kochany Candy! - wykrzyknal - zaraz pójde po lekarza kochanie - powiedzial calujac ja w usta.
Candy patrzyla sie na niego oslupiala.
-Gdzie jestem? - zapytala zdziwona
-W szpitalu kochanie, teraz wszystko sie ulozy - wyszeptal i jeszcze raz ja pocalowal
-Prosze cie nie caluj mnie wiecej - odwrócila twarz w druga strone
-Dobrz- powiedzial i wyszedl.
Candy dlugo wpatrywala sie w sciane. Spostrzegla swoj brzuch, az podskoczyla. Nie orientowala sie o co chodzi. Ten chlopak, calowal ja, a ona go nie znala. Czula sie dziwnie gdy dotkna jej ust. Cos jej sie nie zgadzalo. Rozmyslala tak chwile gdy wszedl lekarz.
-Witamy panno Wanker - powiedzial z usmiechem - niewiarygodne ze sie pani obudzila, ma pani duze szczescie, pani chlopak Matt caly czas przy pani siedzial - usmiechnal sie a Candy szepnela:
-Ależ ja go nie znam panie doktorze - powiedziala wskazujac oczami na Matt'a.
***
I co podoba sie wam? to dobiero szósty rozdzial ;]
Oj te literówki typu : l zamiast ł i takie tam to nie moja wina! klawiatura mi wariuje!
Moi kochani!
Pisalam na poczatku ze pisze dla siebie! Ciesze sie ze to czytacie. Akurat na komentarzach najmniej mi zalezy! Nie bede dodawala wtedy kiedy WY macie na to ochote. Mam swoje zycie - prywatne i nie spedzam calych dni na komputerze. Dziekuje ze czytacie ale nie wymagajcie TAK WIELE

wtorek, 3 sierpnia 2010

Rozdzal V

ROZDZIAL V
'wypadek'
Obudzila sie cala sztywna. Podnosila glowe z poduszki ale wszystko tak strasznie ją bolalo. Megan weszła do pomieszczenia. Popatrzyła na Candy i powiedziala:
-I jak ci tutaj?
Candy milczała. Meg szarpnęła ją i jeszcze raz wykrzyknęła:
-Pytam cię czy ci tu dobrze!
-Nie nie dobrze - Candy odwróciła twarz.
Megy odepchnęła ją na łóżko i wyszła. Candy bardzo marwila sie o swoje dziecko. Powtarzala mu:
-Niedługo tata nas odnajdzie, będziemy w domu.

Matt obudził sie na dywanie w salonie. Wstal i chwycił swój telefon. Chciał spróbowac zadzwonic do Candy ale kazda kolejna próba nie przynosiła rezultatów.Przyszla pora spotkania z Megy. Matt był strasznie zdenrwowany. Idąc na spotkanie caly czas przystawal by przeczekac ból w klatce piersiowej. W oddali zobaczył Meg.
-Witaj - Meg umiechnęłą się i chciala go pocałowac.
-Nie Meg. Gdzie jest Candy?
-Candy, Candy, a co mnie obchodzi twoja Candy?! - domyslala sie co jest grane
-Wiem że to ty Megan, wiem.
-Oczywiscie jak cos złego to Megy tak?
-Nie mamy o czym rozmawiac. - cofnął sie i ruszył spowrotem, jednak jeszcze raz odwrócił sie i powiedział:
- Lizbońska 14, za miastem, spodziewaj sie policji
Meg zaniemowiła. Skad on to wie. Wróciłą do domu.

Candy dostałą kolejną wiadomoc od Matt'a

Candy wiem że to Meg. Policja już tam jedzie, trzymajcie się. Kocham was bradzo.
Matt


Umiechnęłą się, dotknęła ręką brzucha i wyszeptałą:
-Tata już po nas jedzie skarbie.
Nagle usłyszala trzask zamykanych drzwi. Meg weszła do piwnicy i chwyciła Candy za rękaw.
-Wstawaj! Wynosimy się stad!
-Nie Meg, chyba nie chcesz narazac dziecka - Candy próbowałą ją przekonac.
-Przyjde za minutę, masz byc gotowa.
Megan wyszla zamyakajac drzwi. Candy chwyciala za telefon i schowala go do kieszeni kurtki. Meg zabrala ja po chwili i wepchcela do samochodu. Ruszyly z piskiem opon.

Matt siedzial poddenerwowany na tylnym siedzeniu jedengo z samochodów policyjnych. Gdy dojechali do domu, pierwszywyskoczyl z auta. Niestety nikogo tam nie było. Tak strasznie bał się o Candy. Oparł się o drzwi samochodu gdy nagle usłyszał.
'Podejrzany samochod kieruje sie w strone alei. Zaczynamy poscig'
Nawet niezastanawiaja sie wsiadl do radiowozu i ruszył w stronę alei.

Całą drogę cos nią trzęsło. Prosiła Meg zeby sie zatrzymaly ale ona to lekcewazyla. Jechaly coraz szybciej. Goniły je samochody policyjne. Meg przyspieszyla. Wpdała w polizg. Samochód kilka razy zakrecił sie na ulicy i wpadł w rów.

Matt wysiadl z auta i niesłuchając policjantów ruszył w strone samochodu. Drzwi się otworzyły. Wysiadła Meg. Nie zwrócił na nią uwagi. Otworzył tylne drzwi i wyciągnął Candy. Odsunął ją na bok i nakrył swoją kurtką. Nie oddychała. Zaczął uciskac jej mostek do czasu gdy zobaczył podnoszacał sie klatke piersiowa. Czekali na pogotowie. Połozył się obok niej i wziął za rękę.
-Dasz rady kochanie - wyszeptał i pogładził dłonią jej brzuch.
***
Wybaczie ze krociutki ale teraz jestem zajeta kims innym. Nie moge podac konkretnej daty, bo sama nie wiem kiedy bede miala wene. ;** Postaram sie w tym tygodniu ale nie obiecuje. Chcialabym cos wam zdradzic ale nie bedzie takiego napiecia. Zagladajcie tu ;] czekam na opinie.

wtorek, 27 lipca 2010

Rozdzal IV

ROZDZIAŁ IV
'zagubiona'
Candy starala sie podniesc, lecz za kazdym razem gdy juz stala na nogach, opadala na podłoge. Minelo kilka dni, nie wiedziala ile a juz tracila nadzieje na powrót do domu. Zamykala i otwierala oczy myslac ze to tylko zly sen. Nie chciala tu byc, chwilami zaklinala dzien w którym poznala Matta, lecz zaraz tego żałowała. Otworzyły się drzwi a w progu staneła Meg.
-Niczego ci tu nie powinno brakowac, tobie i temu twojemu dzieciątku.
-Przestan Meg, blagam cie opamietaj sie. Jezeli ci zalezy na Matt'cie to nie rób nic zlego jego dziecku, naszemu dziecku - Candy niemal blagala
-Cicho! - wykrzyknela - nikt nie bedzie mi mówił co mam robic! Nikt! - Megy wybiegla trzaskajac drzwiami.
***
Matt przeszukiwal caly dom. Na podlodze lezaly sterty porozrzucanych ubran i papierów. Chlopak co chwile zginal sie, czujac ból w klatce piersiowej, mimo tego nie chcial wrócic do szpitala. Jedynym pomieszczeniem jakiego nie przeszukal byl malenki pokoik w koncu korytarza. Matt otworzyl drzwi. Od razu przycmilo go swiatlo odbijajace sie od pozytywki zaczepionej nad dziecinnym łóżeczkiem. Jasno fioletowe sciany, zielona komódka i szafa. Candy urzadzala ten pokój, razem z domem, aby Matt mógł z nia zamieszkac. To po to tu przyjechala, mieli byc juz na zawsze razem na zawsze. Z zamyslenia wyrwalo go skomlanie psa. Dopiero teraz przypomnial sobie że Candy przywiozla tu ich psa. Labradora koloru bezowego, mial na imie Fix. Matt otworzyl drzwi lazienki a z pomieszczenia wybiegl zadowolony piesek. Popatrzyl na swojego pana, który siedzial oparty o futryne, podszedl do niego i polozyl łebek na jego kolanach. Jakby wiedzial że cos go trapi.
***
Meg najwyrazniej sie z kims kłóciła. Candy słyszała jak zza drzwi dobiegaja krzyki. Z trudem podniosla sie i otworzyla drzwi. Podeszla troche dalej i teraz dopiero slyszala co wykrzykuje Meg
-Nie mozesz tak po prostu zrezygnowac!
-Uwierz mi moge. Znam Matta od dziecka i nie moge mu tego zrobic.
-Juz zrobiles. To ty porwales ja z pod tego szpitala a nie ja!
-Wybacz Megy, nikomu nic nie powiem, ale z dzieckiem co nie pomoge
-Jak to nie?! Przeciez to ty miales odebrac ten poród i zabrac dziecko!
W tej chwili Candy zbladla. Zbarac dziecko? Jej dziecko?! Chcial z tad uciec, chronic swoje malenstwo. Oddech przyspieszyl. Meg zauwazyla Candy podbiegla do niej, chwycila za ramie wepchnela do pokoju. Candy przewróciła sie twarza do ziemi. Podniosla sie i zaczela dotykac swoj brzuch.
-Przepraszam kochanie, przepraszam - gladzila wypuklenie pod swetrem.
Megy podeszla do niej
-Wporzadku ? - zapytala z troska
-Jasne, ale co cie to wogóle obchodzi?
-Nosisz moje dziecko
-Nie oddam ci go, za zadne skarby! - Candy zaczela plakac
-Powiem ci cos, bylam z Matt'em trzy lata, trzy. Zareczylismy sie, chceilismy miec dziecko, niestety los sprawil ze nie dane bylo mi zostac matka. Potem pojawilas sie ty! Zwykla dziewczynka, a on zostawil mnie zosatwil dla ciebie, chociaz mialas tylko osiemnascie lat!
-Przestan Meg - Candy blagala ja by przestala - nie wazne ile mamy lat.
-Wazne! Masz dwadzieścia lat, ja dwadziescia cztery, on dwadziescia pięc
-To nie jest nic waznego - Candy ocierala rekawem łzy
-Kocha cie, tak? Oczywiscie, ale mówie ci, nie dane bedzie wam byc razem
-Matt z toba nie bedzie bo jestes nikim! Nigdy nie oddamy ci naszego dziecka bez wzgledu na to ile mam lat! -Candy z nerwów uderzyla Meg w twarz, ta zdenerwowana chwycila ja za ramiona i zacela potrzasac tak, ze Candy stracila przytomnosc. Meg polozyla ja na łóżku i wyszla.
***
Tymczasem Matt nadal nie mógł zrozumiec, kto chcialby zaszkodzic Candy. Zsunął z kolan głowe śpiącego Fox'a, wstał i rozpakowal jeden ze swoich kartonów. Na wierzchu leżało zdjecie Meg, wtedy to przypomnial sobie jej slowa "Ciesz się z tego dziecka póki masz czas". Szybko wyjał telefon i zadzwonił do Meg. Umówił sie z nią na jutro na siedemnastą. Spojrzał na telefon. Znieruchomial. Przypomnial sobie ze z Candy mają swoją 'linie kontaktu' szybko wybral jej numer i napisal wiadomosc.
***
Candy ocknela sie. Wszystko ją bolało. Skuliła sie na łóżku i okryła kocem. Nagle zadzwonił jej telefon, drugi telefon. Przez ten caly czas zapomniala ze miala go przy sobie. Wyjełą go i spostrzegla ze to Matt. Do oczu naplynęły jej łzy nacisnęła 'open'


Bardzo cię kocham. Znajde cie obiecuje. Wiem ze nie mozesz pisac, ale policja cie namierzy. Kocham was. Nie martw sie o mnie, bo wiem ze teraz pomyslalas 'niech wraca do spzitala'. Przyrzekam wam ze juz niedlugo znowu bedziemy razem. Tymczasem schowaj telefon. Jeszcze napisze. Kocham Was. Matt


Chociaz obiecywala sobie, rozplakala sie. Schowala telefon w szczeline w ścianie. Chcial mu napisac ze to Meg, chciala napisac ze go kocha ale nie mogla. Matt wiedzial ze jest poza miastem a tam jej zasieg nie siega. Miala zreszta zresetowane konto, zrobila to zaraz po tym jak dowiedziala sie ze zamieszkaja razem. Jednak cieszyla sie ze jej szuka. Wtulila glowe w poduszke i gladzac brzuch zasneła
***
Noo teraz beda raczej dwie perspektywy bo nie sa razem jak widac, niezle sie namiesza. Nie wiem jak sie skonczy ta historia naprawde nie wiem. Wierze ze uda mi sie stworzyc cos fajnego

piątek, 23 lipca 2010

Rozdzal III

ROZDZIAŁ III
'porwanie'
Noc była wyjątkowo chłodna. Candy wychodzac ze szpitala poczula jak zimny wiatr oplata jej ramiona. Zamówiła taksówke. Chciala jak najszybciej znalezc sie w domu. Samochód podjechal a ona wsiadla trzesac sie z zimna. Szybko powiedziala adres, a taksówkarz ruszył z piskiem opon. Candy przestraszona zauwazyla ze nie skrecaja w dobra ulice.
-Przepraszam bardzo, to chyba nie tu
-Ja juz dobrze wiem gdzie mam jechac - odezwal sie taksówkarz
Była strasznie wystraszona. Kierowca skrecil pare przecznic dalej i wyjechal z miasta. Candy próbowala sie dowiedziec o co chodzi ale odpowiadal jej tylko cisza. Zatrzymali sie na skraju lasu.
-Przesiadka - krzyknął kierowca
Candy wysiadla a on wepchną ją do kolejnego samochodu. Tym razem prowadzila kobieta.
-Megy?! - wykrzyknela przerazona Candy
-Przeciez ci obiecalam - usmiechnela sie szyderczo.
Candy byla przerazona. Tlumaczyla sobie ze bedzie dobrze, ze Matt ja znajdzie, ale sama ledwo w to wierzyla. Jadac przez oswietlone miasto przypomniala sobie jak poznala Mathewsa.

Było środowe popołudnie. Rodzice zabrali ja do lunaparku ale ona nie miala ochoty wysiadac z samochodu. Została. Polozyla sie na tylnich siedzeniach i sluchala muzyki. Z zamyslenia wyrwal ja trzas zamykanych drzwi. Szybko zdjela sluchawki i spojrzala na chlopaka który ruszyl w strone ratusza.
-Nie pomylił pan samochodu? -zapytala, majac nadzieje ze to tylko pomylka
Chlopak odwrócił sie.
-Oj przepraszam, ale teraz nie romawiaj, nie przeszkadzaj mi - powiedzial zaskoczony
-Co? Nie ma pan zamiaru mnie wypuscic?
-Nie, juz sie nie odzywaj
Candy naprawde byla wystraszona. Samochód jechala z taka predkoscia że dziewczyna szybko stracila przytomnosc. Ocknela sie dopiero w jakims bloku. Rozejrzala sie po pokoju. Wstala, nawet zdziwila sie że nie jest skrepowana, i weszla do kolejnego pomieszczenia. Na kanapie siedzial ten sam mezczyzna, ktory wsiadl do jej samochodu.
-Wypuscisz mnie? - zapytala blagalnym glosem Candy
-Wstalas? - jakby nie zareagowal na pytanie
-Zapytalam cie kiedy mnie wypuscisz? - Candy ruszyla w strone wyjsciowych drzwi ale byly zamkniete.
-Zamkniete - oznajmil nawet na nia nie spogladajac.
Dziewczyna wróciła i usiadla obok niego. Chwycila go za rekaw. Nawet nie drgna. Kolejny raz go szturchnęła.
-Odezwiesz sie do mnie?
-Jasne - spojrzal na nia
-Co ode mnie chcesz?
-Nic, naprawde nic, nie wiedzialem ze bylas w tym samochodzie.
-Wiec ... ? - Candy próbowała dowiedziec sie czegos wiecej
-Nie bede z toba o tym rozmawial - wstal i mimowolnie odepchnał ją
-Ok, ale chcialabym wiedziec dlaczego siedze tu a nie na zajeciach.
-Studiujesz? - zapytal szukajac jakichs papierów
-Czy to takie wazne?
-Posłuchaj - odszedl od okna i ukucnął na przeciw Candy - nic ci nie zrobie, obiecuje.
-Nie wierze ci. A niby dlaczego mialabym ci wierzyc?
-Nie wiem, po prostu, spróbuj - chwycil jej reke ale ona szybko ja odsunela.
-Najpierw mi powiedz o co tu chodzi, prosze
-Dobrze, chociaz i tak wiem ze mi nie uwierzysz
-Spróbuj
-Sciga mnie policja, jestem oskarzony o pobicie ze skutkiem smiertelnym, ale to nie ja, naprawde, musze dotrzec do kogos kto widzial te zdarzenie i wie ze to nie ja.
Candy zrobila dziwna mine, ale wierzyla mu, nie wiedziala dlaczego ale wierzyla.
-Wierze ci - wyszeptala
-Dzieki - usmiechna sie do niej - a tak wogóle jestem Matt - podal jej reke
-Candy - uscisnela ja, o dziwo on przytrzymal jej dlon nieco dluzej
Minelo kilka dni. Candy czula ze musi mu pomóc, ze cos ja do niego ciagnie. Pokazal jej adres gdzie musza pojechac ale najpier musi sie wyposazyc. Dzien prze wyjazdem, Candy postanowila na powaznie porozmawiac z Matt'em. Podeszla do niego, a on odwrócil sie i spojrzal na nia.
-Czujesz to - wyszeptala
Caly czas patrzyl w jej oczy.
-Obawiam sie ze tak - schylił sie lekko i zaczał ją calowac, coraz namietniej. Candy sie nie opierala, wiedziala ze zakochala sie w nim i nic tego nie zmieni.
Słonce wpadlo przez okno i oswietlilo twarz Candy. Dziewczyna rozejrzala sie po pokoju. Wyslizgnela sie z łóżka i ubrala. Wyszla z pokoju. Podeszla do Matta i wziela go za reke.
-Obudzialas sie - usmiechna sie i pocalowal ja w usta -zaraz jedziemy - pogladzil ja po wlosach
-Ok, pójde tylko do pokoju.
Candy weszla do pokoju i zamknela drzwi, wziela swoja torbe i chciala wyjsc. Niestety drzwi zatrzasnely sie.
-Matt, mógłbys? - krzyknela z pokoju
-Jasne - odpowiedzial.
Nagle uslyszla ze ktos wpadl do pokoju. Slyszala krzyki : 'Policja! Na ziemie'. Tak bardzo chcial wyjsc ale zaklinowane drzwi nie pozwalaly jej na to. W jednej chwil otworzyly sie a ktos sprowadzil ja na dół. Pamietala jak Matt lezal na ziemi, a policjant skuwal go w kajdanki. Wyszli na powietrze. Policjanta trzymala ją za ramiona. Wyprowadzili go.
-Moge? - odezwala sie Candy, wskazujac glowa na Mathewsa
-Ok - policjanta puscila ja i gestem uswiadomila policjantom ze Candy podchodzi.
Dziewczyna podeszla do niego, nie mogla powstrzymac łez.
-Nie płacz, wszystko sie jakos wyjasni
-Wyciagne cie obiecuje - jeszcze chwile na nie patrzyla, wkoncu stanela na palcach i pocalowala go.
-Kocham Cie
-Ja chyba ciebie tez.
Potem bylo juz szybko. Candy znalazla ta kobiete i przyprowadzila ja na rozprawe. Matt zostal uniewinniony, i postanowili spedzic zycie razem

Teraz kiedy jechala przez ten gesty las, zapragnela chociaz przez chwile znalezc sie kolo niego. Dojechali do domku w lesie. Meg wysiadla, szarpnela Candy a ta przewróciła sie i upadla w jedna z zasp sniegowych. Megy podniosla ja i zaprowadzila do piwnicy. Dziewczyna byla zmeczona i przestraszona. Zeszla do pomieszczenia. Delikatnie wtulila blada i zimna twarz w welniany sweter. Jedna reka ocierala łzy a druga gladzila swoj brzuch. Nie miala pojecia jak to sie skonczy. Powtarzala
-Bedzie dobrze, nie bój sie - wpatrujac sie w swój lekko zaokrąglony brzuch.*
Tymczasem Matt dowiedziawszy sie co zaszlo pod szpitalem, ubral sie i ruszyl w kierunku wyjscia
-Wypisuje sie na zadanie - oznajmil pielegniarce
Nie wiedzial gdzie jechac, chcial odnalezc Candy, nie mogl bez niej zyc, staral sie nie myslec ale jego glowe caly czas zapratala Candy.
***
Dziekuje za mile slowa ;]
Mam mnóstwo pomysłów wiec licze na to ze bedziecie zagladac.
* - akcja rozgrywa sie troche później niz w poprzednim rozdziale, dlatego Candy ma juz zaokraglony brzuch, mniej wiecej 14 tydzien ;)

środa, 21 lipca 2010

Rozdzal II

ROZDZIAŁ II
'chaos'
Z wielkim wahaniem Candy podniosłą sie i ruszyął w stronę gabinetu lekarskiego. Wchodząc zauwazyła jasne ciepłe kolory i pozawieszane na scianach dyplomy. W prawym kącie stała przwijalka dziecinna zasłsna ceratą w niebieski motylki. Usiadla na kreconym fotelu i siegneła ręką po jedna z ulotek. Widniał na niej wielki nagłówek
'Jak dbac o diete w ciązy'
Szybkim ruchem zgniątła ją w dłoni. Lekarka zauwazywszy stres jaki ogarniał Candy złapała ją za rękę.
-Uspokój sie, nic strasznego się nie stało
Dziewczyna rozprostowala nogi, które wczesniej skuliła na fotelu i dalej z niedowierzaniem patrzyła na panią Johansos.
-Wiec o co chodzi? Cos z Mathewsem? Niech mi pani powie. - powiedziala blagalnym głosem
-Posłuchaj, jak tu trafiłas pobralismy ci krew i stwierdzilismy ze ... jestes w ciąży.
Candy zaniemówiła. Dotknęłą ręką brzucha, uśmiechnęłą się, lecz zaraz potem wybiegłą z gabinetu. Pani Johansos nawet nie próbowaął jej zatrzymac. Candy skręciła w korytarz i zaplakana weszłą do łązienki. Stanęła przed lusterkiem i wytarła łzy.
-Bedzie dobrze, musi byc - wyszeptala gladzac dlonia po brzuchu
Usmiechnęła sie do siebie i wyszla z lazienki. Stanelea przed drzwiami sali 307 i zawahała się, ale zaraz chwyciła klamke. Podeszla do lóżka swojego chlopaka. Popatrzyla na niego chwile po czym usiadla na brzegu łóżka i chwyciwszy jego reke dotkneła nią swojego brzucha.
-Bedziemy mieli dziecko, kochanie - wyszeptala, starajac sie powstrzymac lzy.
Siedziala tak moze godzine gdy nagle otworzyly sie drzwi sali. Weszla wysoka blondynka i spojrzala na Matta.
-Wyjdz stąd - Candy wstala i podeszla do dziewczyny, ale ta nie drgnela - Meggy mówie ci wyjdz stad, nie potrzebujemy ciebie.
-Nie? Gdybym to ja do niego jechala nic takiego by sie nie wydarzylo.
-Prosze cie przestan, rozstaliscie sie juz rok temu
-Nie - popatrzyla na Candy - my sie nigdy nie rozstaniemy-usmiechnela sie i wyszla.
Przez kolejne kilka dni Candy była męczona pytaniami zadawanymi przez milionby policjantów. Pytali jak to sie stalo, kto siedzial za kierownica. Ona pamietala tylko jak Mathews powiedzial "Ciesze sie ze jestes ze mną Candy", a potem oderwal ja do siebie a sam wpadl na ten samochód, ona natomiast potoczyla sie przez trawnik i zaczela krzyczec. Dwanascie dni po wypadku, Candy byla juz calkiem zalamana. Na zmiane z bratem Matta czuwali przy nim. W sobote wieczorem siedziala na obiciu fotela w sali 307 i opowiadala chlopakowi jak spedzial dzien
-... a nasze malenstwo jest juz calkiem duze. - przesunela zdjecie USG po kołdrze i wsadzila w jego reke.
-Candy - uslyszala szept i spojrzala na Mathewsa, który własnie odzyskiwal przytomnosc.
-Kochanie, nic nie mów, zawolam lekarza
-Poczekaj - chlopak mówił z trudem - czy to prawda ze ... ze jestes w ciazy?
-Slyszales?
Candy zaczela plakac, ale potwierdzila te wiadomosc i podala zdjecie chlopakowi, a on spojrzal na nie i poprosil zeby jednak poszla po lekarza. Dziewczyna wyszla z sali ale zaraz wróciła z doktorem.
-Jak sie pan czuje?
-Bardzo dobrze
-Widac ze sie poprawia, panie Anrews.
-To kiedy mnie wypiszecie?
-Prosze pana, ledwo pan wypowiada jakies slowa a juz pan chce uciekac do domu? - lekarz zasmial sie
-Chce byc przy mojej narzeczonej i przy naszym dziecku - usmiechal sie lekko, a Candy stojac w koncu sali usmiechnela sie do niego.
-To gratuluje ale niech pan odpoczywa na razie
-Oczywiscie
-Ahh zapomnial bym, byla tu jakas Meg, pytala sie o pana, mówiła ze jest narzeczona ale wiedzialem ze pani Candy tu przychodzi wiec nic jej nie mówiłem
-Megy - Candy i Matt wypowiedzieli te imie razem a ona wyszla z pokoju, mimo tego ze Mathews zawolal za nią.
Na korytarzu bylo pusto. Candy usiadla na jedym z krzesel i starala sie zlapac oddech. Nagle przed nią stanela Meg.
-Slyszalam ze Matt sie obudzil wiec wpadne do niego.
Candy nie zdazyla jej zatrzymac gdy ona weszla do pokoju i zamknela drzwi. Dziewczyna nie poddala ie otworzyla je i zaczela krzyczec na Megy.
-Kochanie, kochanie uspokój sie nie mozesz sie denerwowac - Matt próbowal uspokoic sie - porozmawiam z nia chwilke dobrze
-Jasne - Candy wyszla z sali i usiadla na krzeslo najblizej drzwi. Zza sciany dobiegaly glosy.
-Meg, dobrze wiesz ze to co bylo miedzy nami sie skonczylo, teraz jestem z Candy, bedziemy mieli dziecko i nic tego nie zmieni. Kocham ją.
-Dziecko?! Co ty wogole wygadujesz?! Skad wiesz ze to twoje dziecko?! - Meg byla rozzalona.
-Przesadzilas Megy, przesadzilas, wyjdz i zosatw nas w spokoju
-Oczywiscie ale ona jeszcze tego pozaluje, przysiegam. - Meg wyszla z sali przystanela przy Candy i powiedziala:
-Nie bedziesz z nim, juz o to zadbam. - odwróciła sie i ruszyla w przez korytarz. Kiedy Candy miala juz wchodzic do pokoju Megy odwróciłą sie
-Ciesz sie z tego dziecka - przeklnela sline - póki masz czas - i wyszla przez główne drzwi. Candy byla zszkokowana. Weszla do sali, spojrzala na Matta i wyszeptala:
-To naprawde twoje dziecko
-Wiec skarbie - powiedzial półglosem i chwycil ja za reke.
***
Ciesze sie ze wam sie podoba ;]
Naprawde nie wiercie w ta sielanke, jak pisalam - wszedzie musi byc troche milosci ;)
Pozdrawiam
Anabelle

wtorek, 20 lipca 2010

Rozdzal I

Zatracona - to nie jest kolejna wersja Zmierzchu, gdzie i tak wszystko skonczy sie dobrze. Strach, ból, cierpienie i rozczarowanie. Komentarze typu "Oklepana fabuła" nie! W każdej ksiązce musi byc troche miłosci, ale nie zawsze skonczy sie bajecznie. Tak, i taka bedzie moja ksiązka. Pełna strachu, niedowierzania, ale tez milosci, prawdziwej, z poswieceniem. Przyjmuje krytyke ale nie taką która jest nie na miejscu. Istnieje cos takiego jak kultura i tego sie trzymajmy. Nie chce miec tu spiec i kłótni, chce zeby ktos to czytal. Pisze dla siebie i moze zaczne dla was.
***
ROZDZIAŁ I
'a tak wogóle kocham cię nad życie'
Przed nocą jest dzień. Po nocy budzi sie słońce. Zimą śnieg sie iskrzy. Kolejnośc rzeczy zawsze jets taka sama. Pod wielką metalową klatką rozkwitł przebiśnieg. Słońce lekko przygrzewa, a poranna rosa skapuje powoli wzdłuż liścia paproci, by chwilę potem rozpłynąc sie w blasku wiaderka stojącego na przeciw huśtawki. Tego dnia wszystko było inne. Wiał silny wiatr, padał deszcz a wiaderko potoczyło sie po betonowej alejcei i spadło do wielkiej kałuży. Z wielkim hałąsem otworzyły się drzwi frontowe. Po schodach schodziła Candy. W ręku trzymała jasno-fioletowy parasol. Otworzyła go, lecz wiatr wygiął go w drugą stronę. Dziewczyna starła z twarzy krople deszczu i zwatpiwszy ruszyła w kierunku furtki. Deszcz skapywał jej po policzkach. Zanim doszła do bramki miala juz calkiem przemoczone spodnie. Nie przejmując sie wcale mokrym ubraniem zrobiła kolejny krok. Na dworcu była około południa. Wsiadła w pociąg i otrzepując włosy z kropelek deszczu usioadla w jednym z przedziałów. Wyjęła ksiązke i zaczęła czytac. Gdy pociąg zatrzymał sie Candy zabrałą jeszcze mokry parasol i wysiadła. Deszcz padał już nie tak mocno, ale na ziemi były jeszcze wielkie kałuże. Dziewczyna rozglądała sie chwile, po czym zobaczywszy jakąś posatc na ławce, zaczeła biec. Chłopak podniósł sie i załpał ją w pasie. Dziewczyna wtuliła sie w niego i nawet nie zauważyła jak z prawej strony nadjeżdża rozpędzone auto. Chłopak w ostatniej chwili odepchnął Candy, a sam wpadł na maske samochodu, któy zaraz potem uderzył w drzewo. Matt stoczył sie do pnia i zastygł. Candy zaczęła krzyczec, podbiegła do niego i uklękła.
Candy - tak ja. Ne pamietam co było potem. Światła radiowozu migały mi przed oczami. Ocknęłam sie w szpitalu. Mathews leżał na łóżku, od klatki piersiowej az po twarz miał pozaczepiane rurki. Był w śpiączce. Jeszcze sie nie pozbierałam. Tak go kochałam, mieliśmy sie pobrac, a tu - nieszczęście.
Chwyciła jego rękę, ale wkrótce zrobiło jej się słąbo. Oczy zaszkliły sie łzami. Cofnęła sie do ściany i osunęła na podłoge. Do sali weszłą lekarka, miala dziwną minę. Chciałą rozmawiac z Candy na osobnosci.
***
Chcialabym, otrzymac wasze opine. Komentarze bluźnierskie i hamskie beda usuwane! Licze na wasze opinie. Wasze zdanie.